2013/11/23

Zaiweszam...

Przykro mi, ale muszę zawiesić bloga do nieodwołania.... Powody są dwa. Po pierwsze moja wena odleciała w siną dal, a po drugie założyłam z moją siostrą bloga( http://bajkinieistnieja.blogspot.com/ ). Mam nadzieję, że będziecie cierpliwie czekać na dalszy los Harry'ego i Tom'a. :'(

2013/11/02

Rozdział 7 Damon



              "Harry Potter"


Dlaczego powiedziałem Tomowi że mi się podobało?! Na pewno się tylko ośmieszyłem, ale wtedy  nie wiedziałem jak mam się zachować. Nie chciałem usłyszeć że tamta noc nic nie znaczyła... Nagle usłyszałem jak do mojego pokoju ktoś wchodzi.
-Vanessa zniknęła- powiedział Draco. W jego głosie nie słychać było ani krzty zmartwienia. No cóż od samego początku nie był pozytywnie nastawiony do dziewczyny, ale starał się ją tolerować ze względu na mnie. Ona sama myślała że stał się jej przyjacielem. Melinie, jaka ona była naiwna.
-Wiem, sam ją porwałem-oznajmiłem spokojnie. Popatrzył na mnie zdziwiony. -Sam się dowiesz na najbliższym zebraniu.
-W końcu!- uśmiechnął się i rzucił się na moje łóżko.- Miałem jej już dość. Jeszcze tylko został Potter i możemy zacząć nasz plan- zaśmiał się.
-Właśnie Smoku. Potter w tym momencie gnije w lochach Czarnego Pana- starałem powiedzieć to radośnie, ale sama myśl o Tomu powodowała to co powodowała.
-Co się dzieje?!-zapytał od razu. Jak on mnie dobrze zna. Tylko szkoda, że dopiero teraz się tym pochwialił, a nie rok temu na Boże Narodzenie. Naprawdę nie wiem dlaczego kupił mi ten cholerny zestaw do robienia branzoletek dla przyjaciół. Mówił wtedy, że chce dostać odemnie bransoletkę. Kurwa ile ja się namęczyłem, by te malutkie kuleczki nawlec na nitkę...!
-Przespałem się z Voldemortem-oznajmiłem. Wtedy usłyszłame jak Malfoy spada z łóżka.
-Ale...ale jak. to....co....kiedy...-mówił chaotycznie.- Czyś ty do reszty zgłupiał!?-krzyknął wreszcie.
-Tak wiem to było cholernie głupie z mojej strony, ale samo tak wyszło... I wiesz co jest najgorsze? Podobało mi się-szepnąłem. Smok wszedł spowrotem na moje łóżko i przytulił do siebie.
-To nic złego. No chyba, że chodzi o Czarnych Panów. Wtedy jest bardzo duży problem, ale poradzimy sobie- on nawet nie potrafi mnie pocieszyć! Nagle poderwał się tak jakby sobie coś przypomniał. -Zapomniałem ci powiedzieć. Jakiś Demon do ciebie przyjechał. Miałem go zawołać jak ci powiem, więc poczekaj zaraz wrócę- wyszedł, a ja zostałem sam.
Nie to niemożliwe. Przecież on zniknął! Dlaczego znów wrócił?! Nagle drzwi otwarły się ponownie. Do pokoju ktoś wszedł Nawet nie spojrzałem w tamtą stronę.
-Harry przepraszam.Wybacz mi- ktoś szeptał mi te słowa do ucha. Ciepły oddech owinął moją szyję. Dreszcz przebiegł mi po plechach.
-Dlaczego mam ci wybczyć. Zostwiłeś mnie. Minął rok, a ty dopiero teraz przychodzisz?!-zapytałem i mimo woli spojrzałem  na chłopaka. Był tak samo piękny jak go zapamiętałem. Jego czarne włosy muskały jego bladą skórę, a jego niebieskie oczy przyciągały. Te same które tak bardzo kochałem.
-Nie chciałem cię opuszczać, ale musiałem. Powiem ci całą prawdę, ale proszę wysłuchaj mnie do końca- gdy przytaknąłem zaczął ponownie mówić.- Rok temu wstąpiłem w szeregi Czarnego Pana. W tamten dzień kiedy zniknąłem, chciałem ci wyznać prawdę.Jednak dostałem misję. Musiałem wyjechać do Ameryki. Nie miałem czasu ci o tym powiedzieć. Przepraszam. Teraz możesz mnie znienawidzieć do końca świata i trzech dni, tak dla pewności, że już koniec- zakończył poważnie. Nie mogłem się powstrzymać i wybuchnąłem śmiechem. Zawsze potrafił mnie rozbawić.
-Ale ty jesteś idiotą-stwierdziłęm w końcu. -Rozumiem już wszystko, ale nie znienawidzę cię za to, że jesteś Śmierciożecą...
-Jednym z najlepszych-uściślił. Uśmiechnąłem się.
-Sam przystąpiłem do Voldemorta- zobaczyłem jego zdziwienie, a potem przerażnie.
-Harry ty głupi dzieciaku, to niebezpieczne!-zaczął krzyczeć. Tsa wiedziałem że tak będzie. Krzyczałby tak dalej ale w końcu przerwal, gdy poczuł jak go całuję. -Czyli mi przebaczasz?-zapytał, gdy się od siebie oderwalismy.
-Powiedziałbym tak, ale chcę zobaczyć jak się starasz o moje przebaczenie-uśmiechnąłem się złośliwie.
-Nie rób mi tego-jękną Damon.
-A właśnie że zro...-przerwałem, bo poczułem ponownie wargi Damona na swoich. Nie przerwałem pocałunku. Tak bardzo za nim tęskniłem...

----------------------------------------------------------------------------------------------------------

Napisałam go dzisiaj. Tak wiem, że krótki, ale następne wydarzenia chciałem zrobić w nowym rozdziale. Mam nadzieję, że mnie za to nie zabijecie( naprawdę chciałabym jeszcze pożyć). Do następnego przeczytania ^^

Rozdział 6 Zemsta



                                      ,,Harry"

Ruszyłem biegiem w kierunku swojego dormitorium. Wziąłem mapę huncwotów i z powrotem wróciłem do Pokoju Życzeń. Wszedłem do środka. Na fotelu siedział mój "ukochany" brat.
-Evans-przywitałem się. Gdy mnie usłyszał zerwał się na równe nogi.
-Ha-harry co ty tu robisz?!
Zacząłem bawić się różdżką. Gryfon cofnął się pod ścianę. Widziałem jego przerażenie.
-Nie mogę porozmawiać ze swoim bratem?-zapytałem.
-Jesteś pieskiem Voldemorta!-krzyknął nabierając pewności siebie. Zaśmiałem się.
-Naprawdę uwierzyłeś mojej byłej dziewczynie?! Chociaż wyznała ci po części prawdę. Dołączyłem do Voldemorta, ale nie jestem jego, jak to nazwałeś, pieskiem. Ja rządzę razem z nim. Jestem drugim Czarnym Panem- szeptałem na tyle głośno, by usłyszał. Przestraszył się. Muszę kiedyś podziękować Draco za zmuszanie mnie do oglądania filmów dramatycznych... Evans zaczął mi tłumaczyć, że jasna strona jest lepsza. Za dużo najadł się tych dropsów. Jednym zaklęciem rozbroiłem go, a drugim pozbawiłem przytomności. Dobra go mam już z głowy. Teraz kolej na Vanesse.
-Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego-szepnąłem. Po sprawdzeniu mapy udałem się na Wieże Astronomiczną.
-Van, co ty tu robisz?!-udałem zaskoczenie.
-Harry wystraszyłeś mnie.
-Muszę ci coś powiedzieć.Znam prawdę-powiedziałem prosto z mostu.
Zbladła.
-Jaką prawdę?-udała głupią.
-Spotykasz się z Evansem. Wiesz co mi się tylko nie podoba?! To, że mówisz mu o planach Voldemorta, a przecież wiesz co ON robi, gdy dowiaduje się o zdradzie...-szepnąłem jej do ucha. Przerażona odepchnęła mnie od siebie i pobiegła do wyjścia.
-Drętwota!-pochyliłem się nad sparaliżowanym ciałem.- Nie uciekniesz kochanie. Musisz ponieść karę-przeniosłem ją do PŻ, gdzie leżał nadal nieprzytomny Evans. Teleportowałem się z nimi do dworu Toma. 


                        ,,Tom"

Siedziałem gabinecie i rozmyślałem o Potterze. Przez tego dzieciaka niedługo zwariuję( i nadwerężę nadgarstek).  Nagle przedemną  pojawił się Harry z dwójką jakiś ludzi.
-Tom przyniosłem ci mojego brata, a na deser zdrajczynie-przeszedł do sedna sprawy. Kiwnąłem głową by poszedł za mną. Znaleźliśmy się w lochach. Zakuliśmy ich kajdanami do ściany. Obaj milczeliśmy.
-Musimy porozmawiać Harry-odezwałem się w końcu.
-Wiem, ale nie teraz- chciałem zaprzeczyć, ale właśnie nasi "goście" budzili się.  Pierwsza otworzyła oczy dziewczyna. Gdy mnie zobaczyła upadła na kolana.
-P-panie to nie tak. Ja chciałam schwytać Pottera-wyjaśniała. Popatrzyłem na nią chłodno.
-Mam inne informacje. Jesteś zdrajczynią, a wiesz co się dzieje ze zdrajcami- spojrzała błagalnie na Harrego.
-Harry przecież cię kocham, wiesz o tym-o czym ona gada?!- Ty też mnie przecież kochasz-szepnęła. Nie wiem co wtedy poczułem. Złość, gorycz, oburzenie?! Byłem wściekły i na nią, i na Harrego. Jak on mógł pokochać kogoś takiego?!
-Nie kocham cię-odpowiedział Harry, a mi jakby ulżyło. Co się ze mną dzieje?! Nagle obudził się brat Harrego.
-Zakon Feniksa mnie znajdzie!-krzyczał jak opętany. Zaśmiałem się.
-Potter nikt ci już nie pomoże-powiedziałem.- Zabiję cię teraz albo później. To zależy od ciebie.
-Nie potrafisz mnie zabić. Piętnaście lat temu nie udało ci się, bo jestem potęż...-zaczął, ale mu przerwałem.
-Nie jesteś potężny. Nie ty mnie wtedy pokonałeś, ale twój brat. W naszych starciach zawsze ktoś ci pomagał, ale nigdy sam czegoś nie dokonałeś.
-Nie, to nie prawda. To ja jestem Chłopcem-Który-Przeżył, to ja mam bliznę nie Harry.
-Ale to ja jestem przystojniejszy!-krzyknął Harry. Przyznałbym mu rację, ale ten moment nie jest odpowiedni. Nie miałem czasu na pogawędki. Zacząłem torturować Złotego Rycerzyka. Zaraz do mnie dołączył  Harry, który rzucał coraz to lepsze klątwy na tą zdrajczynie. Gdy słyszałem krzyk tej dziewczyny czułem zadowolenie. Dlaczego?! Bo to oznaczało, że Harry już nic do niej nie czuje... Cholera o czym ja myślę?! Po zaledwie godzinie tortur dwójka nastolatków byłą już u kresu wytrzymałości. Zostawiliśmy ich w lochach i poszliśmy do mojego gabinetu. Zaklęciem oczyściliśmy swoje ubrania, które były przesiąknięte krwią.
-Musimy porozmawiać-oznajmiłem.- To co wydarzyło się tamtej nocy...- było niesamowite.Tak chciałem zakończyć, ale przerwał mi Harry.
-Tak wiem. Dla ciebie to nic nie znaczy, ale ja mam do powiedzenia coś innego. Możemy o tym zapomnieć jeśli tak bardzo chcesz-dokończył i zniknął. Stałem jak słup soli. Nie mogłem uwierzyć w słowa, które powiedział chłopak. Jemu też się podobało?! Ale dlaczego uważa, że chcę o tym zapomnieć?! Przecież to nie tak miało wyglądać.
-Nie!- krzyknąłem, ale było już za późno. Aportował się do Hogwartu...


--------------------------------------------------------------
Hej! ^^ Oto nowy rozdział. Mam nadzieję, że i tym razem wam się spodoba.... Miłego czytania =)